Zakłady Przemysłu Odzieżowego „Dana”
Zakłady Przemysłu Odzieżowego „Dana” (1945 – 2002) były nie tylko jednym z symboli Szczecina, ale też odzwierciedleniem ambicji i ograniczeń gospodarki socjalistycznej. Ich historia to opowieść o tworzeniu przemysłu niemal od zera, w realiach powojennego chaosu, ideologicznej kontroli i niedoborów – ale też o kreatywności, determinacji i znaczeniu (kobiecej) pracy. Z biegiem lat w powszechnej pamięci zaczęły funkcjonować jako fabryka mody damskiej i dziewczęcej, początki były jednak zupełnie inne, z linii produkcyjnej schodziły m.in. ubiory męskie, mundury, odzież robocza czy… zacerowane worki.
Początkowa faza istnienia „Dany” sięga 1945 r. kiedy to na potrzeby uruchomienia Państwowych Zakładów Odzieżowych przydzielono dwa budynki zajmowane wcześniej przez niemieckie przedsiębiorstwa działające w branży odzieżowej – Paul Käster A.G. (przy Grünstrasse 16–17, dziś ul. 5 Lipca) oraz Wilhelm Vordemfelde A.G. (Turnerstrasse 20–22, obecnie ul. Jagiellońska). Choć zakłady dysponowały infrastrukturą pozostawioną w bazie lokalowej, wymagała ona gruntownej adaptacji i montażu nowego parku maszynowego. Nie rozwiązywało to jednak problemów organizacyjnych – panował bałagan administracyjny, a brak wykwalifikowanej kadry zmuszał do czasowego zatrudniania niemieckich specjalistów (mimo odgórnych nacisków do rekrutowania polskiej załogi). Odbudowę przemysłu dodatkowo utrudniały działania szabrowników, którzy dopuszczali się m.in. kradzieży maszyn do szycia. Zdarzały się też napady na pracowników co potęgowało poczucie zagrożenia wśród załogi.
Powstające fabryki były projektem politycznym. Uruchomienie Fabryki Nr 1 (przy ul. 5 lipca 16-17) 1 listopada 1945 r. traktowano jako pokazowy przykład odbudowy przemysłu na Ziemiach Odzyskanych, realizowany wyłącznie z funduszy i inicjatywy państwowej. Fabrykę nr 2 (ul. Jagiellońskiej 20-21-22) uruchomiono w 1946 r., po przejęciu fabryki odzieżowej w Myśliborzu i wykorzystaniu jej zasobów na potrzeby nowego zakładu produkcyjnego. W 1949 r. rozszerzono działalność o kolejny obiekt, dawną filię domów towarowych Karstadt AG i fabrykę konfekcji męskiej, która stała się szwalnią (dzisiejszy Hotel „Dana”).
Nie sposób dziś z całą pewnością wskazać wszystkich przesłanek, które zdecydowały o ulokowaniu dużego zakładu odzieżowego właśnie w Szczecinie, ale można domniemywać że decyzja ta wynikała z kilku współistniejących czynników – zarówno pragmatycznych, jak i ideologicznych. Po 1945 r. Szczecin był miastem o nieustabilizowanej strukturze społecznej, dotkniętym wysiedleniami niemieckiej ludności i równocześnie chłonącym napływ osadników z różnych regionów Polski. Można przypuszczać, że tworzenie zakładów przemysłowych miało pełnić funkcję stabilizującą i integrującą. Duże, państwowe przedsiębiorstwo oferujące zatrudnienie (szczególnie kobietom) stawało się nie tylko miejscem pracy, ale też punktem oparcia dla nowej społeczności miejskiej. W dominującym wówczas przemyśle ciężkim (stoczniach, portach, montowniach) przeważali mężczyźni. Tymczasem zakłady odzieżowe oferowały zatrudnienie dla kobiet, tworząc równowagę i odpowiadając na realne potrzeby rynku. Nie bez znaczenia pozostawała też poniemiecka infrastruktura przemysłowa. Chociaż budynki i wyposażenie były częściowo zniszczone, dawały materialną podstawę do uruchomienia produkcji przy relatywnie niewielkich nakładach.
Trudno też nie dostrzec, że ta decyzja wpisywała się w szersze założenia władz PRL. Umieszczenie państwowych zakładów odzieżowych na Pomorzu, w dłuższej perspektywie miało wzmocnić gospodarcze i symboliczne zakorzenienie Szczecina jako polskiego miasta. Dodatkowo – jako ośrodek portowy z dostępem do szlaków morskich Szczecin dawał szansę na sprawny eksport. Trudno powiedzieć, na ile ta funkcja była planowana od początku, ale bez wątpienia już w latach sześćdziesiątych zakłady realizowały kontrakty eksportowe m.in. do NRD, ZSRR, a później nawet do krajów afrykańskich i Bliskiego Wschodu. W tym sensie zakład odzieżowy w Szczecinie mógł pełnić funkcję nie tylko lokalną, ale i ogólnopaństwową jako ogniwo w strategii gospodarki socjalistycznej.
Przełom lat czterdziestych i pięćdziesiątych przyniósł próby budowania zaplecza kadrowego. Poprzez organizację staży oraz zatrudnianie młodocianych pracowników rozpoczęto kształcenie przyszłych specjalistów technicznych. Mimo tych działań rozwój zakładów był skutecznie hamowany przez braki nowoczesnych maszyn, niedostatek surowców oraz sztywne, centralnie ustalane normy.
Na początku lat pięćdziesiątych zakłady kilkukrotnie zmieniały nazwę, co świadczyło o braku ugruntowanej tożsamości i eksperymentowaniu z profilem produkcji. W 1951 r. kierownictwo objęła Domicela Mazurkiewicz, która rozpoczęła pracę w przedsiębiorstwie już w 1946 r. jako szwaczka, a z czasem awansowała na stanowisko kierowniczki krojowni. Funkcję dyrektorki pełniła aż do przejścia na emeryturę w latach osiemdziesiątych. Mazurkiewicz była jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci w historii zakładów. Jej droga zawodowa stanowi przykład nieprzeciętnej determinacji i umiejętności organizacyjnych. Wspominana przez współpracownice jako wymagająca, ale sprawiedliwa, potrafiła walczyć o sprawy pracownicze, jednocześnie dbając o rozwój przedsiębiorstwa. Jej długoletnia obecność w zakładach sprawiła, że była nie tylko dyrektorką, ale również twarzą instytucji, symbolem kobiecego przywództwa w przemyśle tekstylnym. W 1952 r., po włączeniu w strukturę Spółdzielni Pracy Krawieckiej im. 22 Lipca, zakłady przyjęły nazwę Zakładów Przemysłu Odzieżowego im. 22 Lipca. Uporządkowanie kwestii nazewnictwa i rozpoczęcie kadencji nowej dyrektorki wyznaczyły kierunek zmian, które doprowadziły do narodzin „Dany”.
W latach sześćdziesiątych zakłady wkroczyły w okres stabilizacji i rozwoju, który odmienił ich charakter. To właśnie wtedy zmienił się profil produkcji. Odchodzono stopniowo od szycia odzieży roboczej (choć nadal była obecna w planach produkcyjnych przez kolejne lata), na rzecz bardziej zróżnicowanych, estetycznych i funkcjonalnych fasonów mody damskiej. W realiach gospodarki planowej duże zakłady odzieżowe były zobowiązane nie tylko do wykorzystywania projektów narzucanych przez nadrzędne instytucje (m.in. Zjednoczenie Przemysłu Odzieżowego w Łodzi czy Centralne Laboratorium Przemysłu Odzieżowego w Łodzi), lecz także do utworzenia własnych pracowni projektowych i wzorniczych, stanowiących część ich struktury organizacyjnej. W ZPO im. 22 lipca powstaje ona w 1962 r.
Na sukces zakładów w dużej mierze pracował zespół utalentowanych projektantek. Wśród nich znajdowały się absolwentki łódzkiej uczelni artystycznej – Zofia Zdun-Matraszek, Halina Karpińska i Izabela Wójcik-Górska oraz Kaja Wróblewska, wykształcona w WSSP w Gdańsku. Projektantki te potrafiły z wyczuciem łączyć aktualne trendy z lokalnym gustem i realiami gospodarki planowej. Ich praca nie ograniczała się do biernego odtwarzania wzorów – stawały się coraz bardziej widocznymi uczestniczkami procesu decyzyjnego. A ten był długotrwały i obwarowany licznymi etapami kontroli, co znacznie spowalniało tempo wprowadzania nowych modeli. Każdy projekt odzieży musiał przejść przez wewnętrzne komisje oceniające zanim trafił do produkcji. Posiedzenia komisji bywały formalne i zachowawcze, często kierowano się nie tyle aktualnymi trendami, co możliwościami technologicznymi zakładu oraz wymogami planu centralnego. W rezultacie gotowy wyrób nierzadko odbiegał od pierwotnej koncepcji projektantki – uproszczony, zmodyfikowany lub wykonany z materiałów innych niż planowane. Ten zhierarchizowany proces utrudniał elastyczne reagowanie na zmieniające się potrzeby rynku i ograniczał twórczą swobodę zespołu wzorniczego.
Projektantki nie podporządkowywały się bezkrytycznie systemowi i wykazywały się konsekwencją oraz determinacją w swojej pracy. Inspiracje czerpały zarówno z zagranicznych magazynów, jak i z obserwacji codzienności: szkolnych korytarzy, miejskich ulic i potrzeb młodego pokolenia (do działu projektowego spływały listy od konsumentek). Położenie Szczecina sprzyjało kontaktom z NRD, co zapewniało dostęp do ciekawych wzorów z rynku wschodnioniemieckiego. Mimo to, między kreatywnym impulsem a rzeczywistością produkcji masowej nieustannie istniało napięcie – ścierające się potrzeby elastyczności wobec trendów i sztywność planu normatywnego pozostawały nie do pogodzenia.
W realiach permanentnych niedoborów, które definiowały codzienność PRL, projektantki potrafiły wykazać się niezwykłą pomysłowością. Zofia Zdun‑Matraszek, wieloletnia główna projektantka zakładu, wspominała, jak poprosiła mechaników o utoczenie dużych, efektownych korali z nogi warsztatowego krzesła. Drewniana biżuteria stała się dodatkiem do prostej bluzki i natychmiast zyskała uznanie, udowadniając, że modę można tworzyć nawet z resztek. Innym razem, gdy w całym kraju panowała odzieżowa szarzyzna, zakłady wypuściły kolekcję „Kwiaty Polskie”, z własnoręcznie wyprodukowanych, barwnych tkanin. Ubrania w żywych kolorach, jakby na przekór rzeczywistości, stały się symbolem estetycznego oporu.
Zmiany zachodzące w latach sześćdziesiątych przypieczętował rok 1967 – zmieniono wówczas nazwę Zakładów, która miała okazać się już trwała. Właśnie wtedy narodziła się „Dana”, która w kolejnych dekadach zyskała status ikony lokalnego i polskiego przemysłu odzieżowego i jednego z najważniejszych punktów odniesienia w modowej historii Szczecina.
Warto, jeszcze raz, wspomnieć, że zakłady zatrudniały głównie kobiety, co miało szczególne znaczenie w kontekście Szczecina – miasta zdominowanego przez przemysł ciężki, stocznie i port. „Dana” tworzyła przestrzeń dla kobiecej aktywności zawodowej, rozwoju i niezależności. Nazywana bywała nawet „zakładem żon stoczniowców”, nie tylko dlatego, że wiele zatrudnionych kobiet było związanych z pracownikami stoczni, ale też dlatego, że stanowiła ważny element równoważenia lokalnego rynku pracy i umożliwiała kobietom godzenie ról zawodowych i rodzinnych. Praca w „Danie” dawała nie tylko zatrudnienie, ale również poczucie przynależności i dumy z udziału w wytwarzaniu potrzebnych produktów.
Kultura pracy w „Danie” była silnie zakorzeniona w socjalistycznym modelu organizacji życia zawodowego. Pracownicy mieli do dyspozycji przedszkole, stołówkę, bibliotekę, a także rozbudowaną ofertę aktywności pozazawodowych – od sekcji sportowych, takich jak szermiercza czy kajakowa, po organizowane wczasy i kolonie, m.in. w ośrodku „Honoratka” w Świnoujściu. Działała także przyzakładowa szkoła, w której uczono zawodu przyszłe krawcowe.
„Dana” pełniła rolę nie tylko zakładu produkcyjnego, lecz także ważnego ośrodka kreowania życia kulturalnego. W strojach „Dany” występowały m.in. Filipinki. Ubrania wytwarzane w jej murach regularnie gościły na łamach ówczesnej prasy kobiecej – były fotografowane, promowane, komentowane, stając się przedmiotem marzeń i aspiracji. Modelki do pokazów mody często znajdowano w prozaicznych miejscach: w stołówce, na ulicy czy w tramwaju. Zakład uczestniczył w wystawach branżowych, zdobywał wyróżnienia. Lata sześćdziesiąte to okres, w którym „Dana” ugruntowała swoją pozycję nie tylko jako silne przedsiębiorstwo przemysłu lekkiego, ale również jako marka o społecznym i kulturowym znaczeniu. Uchodziła za nowoczesną, otwartą na zmiany i wrażliwą na estetykę – mimo systemowych ograniczeń.
Produkty „Dany”, według ówczesnych materiałów promocyjnych, były dostępne w sklepach na terenie całej Polski. Zakład prowadził także aktywny eksport – odzież trafiała do ponad dziesięciu krajów, w tym m.in. do ZSRR, NRD, Węgier, Norwegii, Libanu czy Ghany. Częstą praktyką było również szycie usługowe z materiałów dostarczanych przez zagranicznych partnerów handlowych. W skali roku „Dana” zużywała od 8 do 9 milionów metrów tkanin, które pochodziły z największych krajowych zakładów włókienniczych (m.in. z Łodzi, Kalisza, Żyrardowa). Proces produkcji był nowoczesny, jak na ówczesne standardy, a ceny – przynajmniej w założeniu – miały pozostać dostępne dla szerokiego grona odbiorców. Mimo optymistycznej narracji, rzeczywistość pozostawała bardziej złożona. Jednym z kluczowych problemów była ograniczona dostępność wyrobów – zakład nie był w stanie w pełni zaspokoić popytu krajowego. Plany uproszczenia modeli i skrócenia czasu realizacji miały umożliwić szybsze reagowanie na potrzeby rynku, lecz efekty były ograniczone. Co więcej, w relacji do przeciętnych zarobków, ceny ubrań nadal pozostawały wysokie i poza zasięgiem wielu klientek. Warto również wspomnieć, że z linii produkcyjnych w dalszym ciągu schodziła m.in. odzież robocza – wszystko było uzależnione od planu centralnego.
Lata siedemdziesiąte to okres największej świetności „Dany”. Marka była rozpoznawalna w kraju i poza jego granicami, a jej kolekcje prezentowano m.in. na Międzynarodowych Targach Poznańskich, cieszących się ogromnym prestiżem. W 1979 r. pokaz mody zorganizowany w szwajcarskiej Bazylei został entuzjastycznie przyjęty przez Radcę Handlowego Ambasady PRL, co dodatkowo podniosło renomę zakładu. Na krajowych i zagranicznych targach produkty „Dany” były chętnie prezentowane i nagradzane – wyróżniano je za wysoką jakość, estetykę oraz nowoczesne wzornictwo. Zwracano uwagę na walory użytkowe ubrań, ich uniwersalność i zgodność z aktualną modą.
Były jednak dwie strony medalu – z jednej imponujące osiągnięcia projektowe i organizacyjne (a może propagandowe), z drugiej problemy strukturalne charakterystyczne dla całego systemu gospodarczego PRL. Mimo sukcesów wizerunkowych i eksportowych, firma zmagała się z wieloma trudnościami. Szczególnie warto podkreślić braki materiałowe (np. złej jakości tkaniny, trudności z dostępem do dodatków), niedobory kadrowe, problemy z płynnością produkcji i przeciążeniem projektantek oraz produkcji szytej „na wyścigi”. W prasie krytykowano rozbieżność między popytem społecznym a możliwościami produkcyjnymi.
Początek lat osiemdziesiątych przyniósł dramatyczne pogorszenie sytuacji gospodarczej w kraju, co mocno odbiło się również na działalności „Dany”. Zakład borykał się z brakiem surowców, częstymi przestojami w produkcji i rosnącą niepewnością. W czasie stanu wojennego skrócono czas pracy, a niedobory materiałowe paraliżowały realizację planów produkcyjnych. Mimo to zakład przetrwał – dzięki solidarności i determinacji pracownic, które niejednokrotnie wspierały się nawzajem i podtrzymywały ciągłość pracy. Wciąż organizowano wystawy, pokazy mody i działania edukacyjne, które pozwalały „Danie” zachować wizerunek firmy aktywnej i nowatorskiej.
Po 1989 r. „Dana”, podobnie jak wiele innych przedsiębiorstw państwowych, stanęła przed wyzwaniem dostosowania się do zasad gospodarki wolnorynkowej. Przekształcona w spółkę pracowniczą, podejmowała próby utrzymania działalności w nowych realiach. „Dana” S.A. przejęła majątek po byłych Zakładach Przemysłu Odzieżowego, lecz nie zdołała sprostać rosnącej konkurencji ze strony zagranicznych firm odzieżowych. Od 1998 r. sytuacja finansowa przedsiębiorstwa systematycznie się pogarszała – malejąca liczba zamówień i presja cenowa ze strony zachodnich marek doprowadziły do utraty płynności finansowej i narastającego zadłużenia. W 2002 r. ogłoszono upadłość spółki. Cztery lata później (2006 r.) teren po dawnej fabryce sprzedano deweloperowi. Po wyburzeniu zabudowań przemysłowych powstał tam wieżowiec Hanza Tower, natomiast w zmodernizowanym budynku dawnej filii domów towarowych Karstadt AG urządzono ekskluzywny Hotel „Dana” – inwestycja ta symbolicznie zamknęła rozdział szczecińskiej historii przemysłu odzieżowego.
Zakłady Przemysłu Odzieżowego „Dana” to nie tylko rozdział w historii szczecińskiego przemysłu, lecz także istotny element kulturowego dziedzictwa miasta. Można uznać je za ikonę – zarówno w sensie gospodarczym, jak i społecznym. Ich rola wykraczała poza ramy produkcji: były miejscem zawodowego awansu kobiet, przestrzenią twórczości projektowej, a także czynnikiem stabilizującym w powojennym Szczecinie. „Dana” stanowiła przeciwwagę dla zdominowanego przez przemysł ciężki krajobrazu miasta. To właśnie tam, w halach produkcyjnych i biurach projektowych, kształtowało się wyobrażenie o modzie w realiach PRL.
Choć dziś po fabryce pozostały już tylko archiwalne ślady i wspomnienia, jej znaczenie w pamięci zbiorowej pozostaje niepodważalne – jako symbol ambicji, zaradności i miejskiej tożsamości. W 2021 r. byłe pracownice opowiadały o niej w programie „Dzień Dobry TVN”. Wystawa zdjęć Włodzimierza Piątka z 2023 r. w Muzeum Techniki w Szczecinie przywracała pamięć o tych, które współtworzyły modę i przemysł w czasach niedoboru i ograniczeń. „Dana” przypomina, jak ważne są lokalne narracje, historie kobiet, przemysłowe dziedzictwo Szczecina. To nie tylko powrót do estetyki i stylu minionych dekad, ale przede wszystkim wyraz uznania dla talentu, determinacji i zaangażowania tysięcy kobiet, które współtworzyły zakład – od produkcji mundurów po kolekcje eksportowe.
Więcej:
Informatory ZPO „Dana” 1968, 1970, 1973, RSW “Prasa” Redakcja Morska WAG w Szczecinie.
Archiwum Państwowe w Szczecinie, Zespół: Zakłady Przemysłu Odzieżowego „Dana” w Szczecinie, sygn. 65/434/0.
Archiwum Państwowe w Łodzi, Zespół: Laboratorium Przemysłu Odzieżowego w Łodzi, sygn. 39/1880/0.
Plastyk moda przemysł, BWA Szczecin, 1971.
Anna Sienkiewicz-Rogaś